Cytat: Po prostu... pisownia "Książka" sugeruje, że chodzi o książkę o szczególnym dla Ciebie znaczeniu, a, z definicji, nie wszystko może być szczególne. Może być tylko jedna Książka, no, najwyżej kilka, ale nie wszystkie. Tak samo "On" to zupełnie coś innego niż "on" - nie jest to dowolna osobna, ale ktoś, to jest dla Ciebie naprawdę ważny, ważniejszy od innych, ktoś, kogo darzysz większym szacunkiem, niż dowolną przeciętną osobę z Twojego otoczenia.
Cytat: Poza tym... jak w takim razie pisać o tym, co jest naprawdę wyjątkowe? Jak wyrażać swój szacunek? Napiszesz cały wyraz dużymi literami/większą czcionką/na kolorowo? W ten sposób odbierasz dużym literom ich znaczenie, tracą swoją siłę i funkcję.
Pełna zgoda. To pokazuje, przynajmniej mnie, że język jakiego używamy oraz to w jaki sposób odbieramy innych to kwestia wyczucia, lingwistycznie nastrojonego ucha.
A to jak nastrajam ucho zależy też od tego, co czytam. Na forum przejdą LOL-e i ROTFL-e i sam ich z chęcią będę używał, bo są po prostu wygodne, ale w pracy naukowej będą kompletnie nie na miejscu. Również nie na miejscu będą w powieści, chyba że jej treść i forma będą to uzasadniać.
DFW pisze w swoim eseju tak. Jeśli ja, biały, należący do klasy średniej człowiek, znajdę się wieczorem na Brooklyńskiej ulicy i napotkam czarnych mieszkańców tamtej dzielnicy i zwrócę się do nich: Co jest ziomy!, naśladując przy tym murzyński akcent. Owi czarni rezydenci Brooklynu w najlepszym razie będą zupełnie zdezorientowani, bo takie "zachowanie językowe" może oznaczać, że albo
jestem szalony, albo próbuję ich obrazić.
Tak więc to jak mówimy i jak piszemy zależy od tego kto mówi (lub pisze), kto słucha (lub czyta) i w jakich okolicznościach zachodzi komunikacja.
Zbaczam z tematu, ale, ale! Już "doń" wracam. Zadziwia mnie inwencja językowa młodego pokolenia: To tylko jeden przykład. A jest tego cała masa.